Felieton

NGO a muzyka. Zapomniana tradycja wskrzeszona na nowo

icon
icon
5 minut
Udostępnij

W świecie, w którym kolejne tradycje, zwłaszcza te lokalne, giną w milczeniu na wagę złota są ludzie, gotowi je podtrzymywać i przekazywać dalej. Jeden z takich zwyczajów kultywowany jest na pograniczu Mazowsza i Podlasia i w dużej mierze związany jest z mijającym już Adwentem i Świętami Bożego Narodzenia. Szczegóły poznacie w nowym felietonie na łamach Aktywiusza.

Być może znana jest Czytelnikowi góralska trombita, ale czy słyszał także o podlasko-mazowieckiej ligawce? Instrument nieco krótszy, w formie drewnianego rogu, z którego dźwięki wydobywa się przy pomocy wtłaczanego ustami do części ustnikowej powietrza pod odpowiednim ciśnieniem. Choć nie posiada żadnych klawiszy, otworów ani innych narzędzi do regulacji dźwięku, to wprawny gracz jest w stanie wygrywać na niej melodie.

Instrument ten pełnił w historii funkcje sygnałowe, związane z pasterstwem, ale także obrzędowe – popularna jest tradycja grania adwentowego, gdy dźwięk ligawki zwiastował nadchodzące przyjście Zbawiciela. Instrument jest niezwykle donośny, jego dźwięk słyszalny jest nawet z odległości kilku kilometrów, stąd nie trudno sobie wyobrazić, jakie wrażenie musi robić gra na ligawce w Adwencie w okolicznych wsiach, które mogły się niejako komunikować dźwiękami ligawki. O grze na instrumencie pisali między innymi Oskar Kolberg czy Zygmunt Gloger. Według badaczy zwyczaj adwentowy pojawił się w początkach XIX stulecia, by w XX wieku być już powszechnym na pograniczu podlasko-mazowieckim.

Jak wskazują amatorzy ligania (bo tak nazywa się gra na tym instrumencie) zanik tradycji w dużej mierze wiąże się z drugą wojną światową. W czasie okupacji niemieckiej ligawka stała się instrumentem zakazanym przez okupanta. Zdaniem Niemców mogła ona służyć jako narzędzie komunikacji polskich partyzantów w okolicy, stąd mieszkańcom konfiskowano instrumenty, co więcej, tych, którzy mimo to zachowali w swoim posiadaniu egzemplarz mogło czekać nawet rozstrzelanie. Według jednego z mieszkańców tego regionu taki przypadek miał spotkać jednego z grających w okresie adwentu, udało się jednak przekonać niemieckich żołnierzy, że to jedynie lokalna tradycja i nie ma nic wspólnego z działalnością partyzancką. Mimo to niektórzy, ryzykując własnym życiem, przechowali przez okres wojennej zawieruchy posiadane instrumenty i po wojnie mogli już bez obaw o własne życie kontynuować zwyczaj.

Pomimo tego, że już nikt nie zabraniał gry pod żadnym pozorem, po wojnie zwyczaj niestety zaczął zanikać. Inicjatywę jego ratowania, skutkującą renesansem tej lokalnej tradycji, podjęło w połowie lat ’70 Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu w osobie jego dyrektora Kazimierza Uszyńskiego. W ten sposób mieszkańcy Ciechanowca i okolic, a w przyszłości mieszkańców całego regionu, zaczynając od kilku uczestników organizowanego w Muzeum konkursu przywrócili zapomnianą tradycję do życia, dzięki czemu obecnie znacznie większa liczba uczestników rywalizuje zarówno w tym, jak i później powstałych konkursach gry na ligawce. Co więcej jest to tradycja wciąż żywa, a grę zaczynają już najmłodsi, o czym świadczą kategorie konkursowe dzieci.

Aby podtrzymać tradycję trzeba nie tylko umieć grać na instrumencie, ale również umieć go wyprodukować samodzielnie od podstaw. Nie ma w zasadzie producentów, więc jeśli grający samemu nie stworzy sobie ligawki, będzie musiał prosić innego muzyka, zaznajomionego z tajnika produkcji. Dlatego organizowane przed bardziej doświadczonych amatorów ligania warsztaty zawierają nie tylko naukę gry (lub jej doskonalenie), ale także przedstawiają budowę instrumentu, a kursanci pod czujnym okiem instruktorów mogą przygotować swój własny egzemplarz, na którym potem będą mogli wygrywać adwentowe melodie.

Choć mówimy o grze na ligawce, to mogłoby się wydawać, że dmuchając w taki róg można wydobyć jedynie jednostajny dźwięk – nic bardziej mylnego. Być może nie zagramy na niej „Etiudy rewolucyjnej” Chopina, ale z pewnością wprawny gracz wydobędzie z niej kilka różnych dźwięków, z których można „wygrać” proste melodie. Melodie te są w dużej mierze niezmienne, przekazywane z pokolenia na pokolenie, często również były to melodie występujące osobno w poszczególnych regionach, stanowiły więc niejako znak rozpoznawczy muzyków z danego obszaru. Stąd też przetrwało wiele lokalnych sygnałów wygrywanych na ligawce, chociaż fakt, że ich przekaz następował w drodze tradycji ustnej, bez zapisu nutowego, mogło czasem dojść do sytuacji gdy jedna melodia przetrwała w kilku nieco rozbieżnych wariantach.

Jeśli ktokolwiek z Was, Drodzy Czytelnicy, chciałby usłyszeć, jak brzmi taki instrument – w internecie nagrać nie brakuje! Warto też zainteresować się tradycjami swojego regionu – zapewne w wielu innych regionach Polski pozostał szereg fascynujących tradycji lokalnych, które warto odkryć na nowo i przywrócić do życia. Osobiście mam nadzieję, że przygotowując ten artykuł osiągnąłem w jakimś stopniu właśnie ten cel – arcyciekawych lokalnych zwyczajów nie brakuje, tak samo jak bogata jest lokalna historia. Wystarczy ją odkryć, nie brakuje wszakże fascynatów, którzy starają się ją uratować przed zapomnieniem – potrzebują jedynie odbiorców, którym będą mogli ją opowiedzieć.

Sebastian Dziuba

Źródła: Ligawka jak trąba archanielska… – Ciechanowiec Podlasie – Kurier Podlaski | kurierpodlaski.pl

Ligawka | Muzykoteka Szkolna

Ligawka podlaska – warsztaty dla dzieci i młodzieży | Muzeum Rolnictwa

fot. screen YT/Instytut Muzyki i Tańca

Czy stowarzyszenie można zlikwidować poprzez uchwałę o samorozwiązaniu?

nie
tak, jeśli w statucie stowarzyszenia widnieje odpowiedni zapis o sposobie jego rozwiązania
stowarzyszenie może być rozwiązane jedynie przez sąd
Loading ... Loading ...

Zobacz także

Aktualności

#Podsumowujemy2020

Aktualności

Wspierają ich Lewandowscy. Felieton o Hospicjum Proroka Eliasza